To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Uzależnienia - Forum -
internetowe grupy wsparcia dla zmagających się z nałogiem i ich bliskich

Bezchmurnie - dlaczego, i jak to sie .....

benio - 04-01-2008
Temat postu: dlaczego, i jak to sie .....
Witam

Moja pseudo przygoda z paleniem zaczęła się hmm... 8 lat temu tak mi sie przynajmniej wydaje, początki to jakieś tam sporadyczne palenie raz na jakiś czas, wtedy nie lubiłem palić bo mnie to zamulało, wolałem wypić piwko, zapalić papierosa z kolegami, "poważne palenie" zaczęło się od zdrady mojej dziewczyny, byliśmy już wtedy ze sobą 4 lata, bardzo ja kochałem i był to dla mnie ogromny wstrząs tym bardziej ze "trafiłem na gorącym", przez zupełny przypadek zresztą. Po, zadaje sie trzy miesięcznej przerwie wróciliśmy do siebie, kilka tygodni sielanki i .... zaczęło sie, moja głowa nie mogła poradzić sobie ze zdradą, obrazy, myśli, to było nie do zniesienia, wtedy właśnie odkryłem "cudowne" właściwości ziółka, zapalisz - zapominasz (2 gr skuna tygodniowo). Więc jarałem w momentach kiedy przychodził dołek związany z dziewczyną, potem rok 2001, przyszły inne dołki, zachorowała babcia, nowotwór płuc, była dla mnie "mamą", autorytetem w każdej dziedzinie no i pozatym bałem się jej jak cholera :) (4 gr skuna tygodniowo), rok 2002 kolejny dołek, zachorowała mama, białaczka, moja mama, nie to złe określenie, moja najlepsza koleżanka, osoba z którą rozmawiałem o wszystkim, o seksie, znajomych, również o paleniu, tu może część czytających mocno się zdziwi ale jedyne co od czasu do czasu mi mówiła na temat zielonego: "sławek nie pal, nie warto tracić zdrowia a to jest najważniejsze, zdrowie". Przez rok w domu leżały dwie najbliższe mi osoby po hemioterapji. 2003 babcia zmarła (6 gr skuna tygodniowo). 2004 pożegnała mnie dziewczyna, firma rodzina stanęła na skraju bankructwa (po zachorowaniu babci i mamy ja ją teoretycznie prowadziłem, trochę pomagał brat, zmiany rynkowe, brak doświadczenia + pracownicy którzy zaczęli uciekać z "tonącego okrętu") 8 gr skuna tygodniowo. Połowa 2005 wieczorem dostaje telefon od lekarza mamy, proszę przyjechać z mamą nie najlepiej, trzy godziny później umarła mi na rekach. 20 do 30 gr skuna tygodniowo przez trzy mc, paliłem od rana do wieczora, siedząc sam w pustej chacie, schudłem prawie 30 kg. nie będę sie rozpisywał co mi wtedy po głowie chodziło, cieszę się że żadnego z planów w życie nie wprowadziłem. Jak zaczęły boleć mnie płuca zjechałem do 10 gr. 2008 styczeń nie palę już tydzień, jest to moja druga próba, pierwsza zakończyła sie fiaskiem po 2 miesiącach, nie jest źle, pocą mi sie nogi i dłonie, trochę poddenerwowany, lekkie zawiski, bezsenność, dołki niweluję valusetem - pochłaniam listek dziennie.

Po co opisałem wam historię moich ostatnich lat, organizuje sobie czas i jednym z jego punktów jest pisanie postów, trochę zainspirowało mnie forum "mądra bliskość" i porady w stylu jak nie przestanie palić to zerwij/wyprowadź się, miodzio może wstawisz tego posta dodatkowo na "mądra bliskość", może ten post pomoże ludziom tam zaglądającym zrozumieć dlaczego ich bliscy palą, nie każde palenie zaczyna się od fanu, ja zacząłem przez bezsilność, nic nie mogłem zrobić aby pomóc bliskim i to mnie zabijało. Może żony i dziewczyny tam piszące zanim zaczną "szantażować" rozstaniem palacza, co daje efekt w 1 na 10 przypadków, niech pomyślą dlaczego pali, każdy ma jakiś powód, od ustalenia dlaczego, trzeba zacząć. Potem trzeba znaleźć powód dla którego warto jest przestać. Mój powód zapytacie, są dwa 1 palenie nic mi już nie daje, 2 zdrowie.



Mam nadzieje że utrzymam się dłużej 2 miesiące.

benio - 05-01-2008

chyba zrobię blog z tego tematu :)) bo całą resztę już przeczytałem :)

dziś sobota dzień hmm raczej wieczór dość ciężki, nie poszedłem dziś do pracy spałem do 15, chyba przesadziłem z valerianą, coś włażi mi na oczy, nie przejmuję się bo jak zdejmę okulary to i tak nie widzę za dobrze :)) myślę o dziewczynie co gorsza o poprzedniej :|| MASAKRA co się dzieje przecież jej nienawidze, dziwne myśli, boję się, boję się że przestanie zależeć mi na obecnej, z drugiej strony, wiem, że to tylko skutki odstawki. Chora głowa. Troszkę kuło mnie w klatce coś, po prawej stronie, luz, nie przejmuje się, najważniejsze jest pozytywne myślenie i NIE NAKRĘCAĆ SIĘ

miodzio - 06-01-2008
Temat postu: odstawka
benio - emocje sa w kawalkach przy podejmowaniu abstynencji od zielska - to norma - jakies tkliwe, rozszarpujace wspomnienia sie wlaczaja, uzalanie nad soba - no trzeba przez to przejsc - potraktuj to jako konsekwencje jarania, kt. wypada dzwignac - to mija :D - 3m sie!
benio - 07-01-2008

ehh wiem miodzio, doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Tak jak wcześniej wspomniałem miałem już 2 mc przerwy tyle że wtedy było łatwiej bo akurat poznałem swoją obecną dziewczynę, żyłem szczęściem i miłością a nie blantami, PO JAKIEGO GRZMOTA ZNÓW WTEDY ZACZĄŁEM, całe życie człowiek się uczy.


Niedziela: Dziś dzień znośnie, poza trzema godzinami zaraz po przebudzeniu, nie jestem pewny ale zdaję sie że mam nerwicę żołądka, obudziłem się z taka wewnętrzną qr.. że się w głowie nie mieści, czułem się tak jak by mi ktoś żołądek na supeł zawiązał, lub ściskał, pamiętam, że identycznie się czułem jak mama umierała, postanowiłem że jak mi nie przejdzie przez tydzień to zgłoszę sie do lekarza, nie będę się katował.
Ten tydzień będzie decydujący, dziewczyna wyjechała do szkoły, wraca w piątek, jeżeli uda mi się przetrwać te pięć dni to dalej będzie już łatwiej.

arleta - 08-01-2008

Oj, wiem coś o tym. Jest ciężko. Ale jak jest ciężko to pomyśl, że może być jeszcze gorzej.
Powiem Ci jedno- z tego da się wyjść!!! Ja od roku nie palę ale przez pierwsze 6 miesięcy było tragicznie. Gdyby nie terapia - nie dałabym rady. Jestem uzależniona masakrycznie -10 lat ciągłego palenia. Jednak teraz jest o niebo lepiej.

benio - 09-01-2008

Dzięki Arletko :) maże o dniu kiedy w tym temacie napisze nie pale już 365 dni.

Środa: dziś będzie krtótko bo i opisywać nie ma co, supełek na żołądku znikł, ale za to nie mam apetytu, jem ale mało, może to przez fajki hmm taa pewnie tu jest pies pogrzebany, hehe przyjdzie czas i na fajeczki, też je chętnie pożegnam, Wczoraj tz we wtorek miałem okropne ciśnienie ale szybko do koleżki, 4 godziny z nim i przeszło. Będę powtarzał to jak mantre NIE NAKRĘCAĆ SIĘ, aaa i ta cholerna huśtawka nastroju, raz płaczę raz się śmieję, głupio mi z tym :\\

Lelula - 09-01-2008

Sławek, trzymaj się! Bardzo bym chciała, zeby Ci się udało. Trzymam kciuki!!!! Nie daj się, będzie ok! To wszystko siedzi w Twojej głowie, a jesteś inteligentnym dobrym facetem- poradzisz sobie...Czasu trzeba

Trzymam kciuki, jest tu kilku życzliwych Ci ludzi

pozdrawiam

Polak04 - 09-01-2008

Benio trzymajmy sie 9 dzien :)) oby tak dalej z fartem JP
benio - 10-01-2008

Witam,
dziś dzień całkiem normalnie, nic dosłownie nic jeśli chodzi o zielony psychiczny problem, ale za to dwie fajne historyjki. :) i z jednej i drugiej jestem dumny :)

dzwoni do mnie dziś kolega który wyjechał do pracy za granicę ponad rok temu, od świąt jest w domu, (paliliśmy razem, no ale on się ożenił zrobił dwa fajne dzieciaczki, pojechał za robotą i tam przestał palić, w wakacje przyjechał do rodzinki, no to ja do niego od razu z fajka , koleżka do mnie "nie stary, nie palę, inny świat, dom rodzina, tobie też to radzę" ooo pamiętam jaki ja wtedy byłem zawiedziony na nim, chora głowa moja) i bije do mnie teraz z tematem "masz może jakiegoś gecika, siedzę na chacie, gram w pleja i mi sie nudzi" no to ja mu mówię że nie palę od sylwestra, chwila ciszy w telefonie, naprawdę ?? no tak mówię, i powiem ci że w wakacje miałeś rację, stary rok nie jarałeś, nie zaczynaj gówna od nowa, chwila ciszy, wiesz co, on do mnie, masz racje, pierdo..... już nawet nie będę szukał , wieczorem wypiliśmy po piwku, ja karmi :] bo po normalnym sie nakręcam, hmm nawet dobre, taka coca cola z odrobiną chmielu he he, pogadaliśmy fajnie było, zwłaszcza że od początku naszej znajomości gadaliśmy tylko na zielone tematy.

Koło 15 w ramach akcji "wypełnij sobie czas" postanowiłem odwiedzić kolegę z którym straciłem kontakt 4 - 5 lat temu, jego tata dostał intratną propozycję pracy w mieście oddalonym od mojej wioseczki 70 km, złapałem namiar na jego tatę całkiem przypadkowo, zadzwoniłem, przedstawiłem się i po chwili rozmowy okazało się że tatko zamienił pracę na własny interes a że biznes kręci się fajnie to "podarował" mojemu koledze i jego dziewczynie z okazji zaręczyn własne M, tak na dobry start i początek ich wspólnej drogi :), dostałem ulicę i nr bloku oraz wiadomość że jak na parkingu stoi czerwony golfik to kolega napewno jest w domu, poprosiłem aby tatko go nie uprzedzał, bo wiadomo niespodzianka będzie i był :], już na klatce mi coś nie pasowało, :] drzwi, chciałem dzwonić, ale może , za klamkę, drzwi ustąpiły a ja "dostałem dymem z zielonego prosto w mordę :\" klepało niesamowicie, zaglądam do pokoju a tam bongo, cztery spusty, i wulkan do podpałki, "ręce mi opadły", koleżka na podłodze, panna koło niego + dwójka kolesi których nie znałem, wszyscy podłączeni, jeden z nieznajomych, hehehe, jak mnie zobaczył zaczął nerwowo i powiem, mało dyskretnie chować wielki worek pod dywanik, śmiesznie to wyglądało, metrowe bongo, siekiera w chacie, a ten pcha 15 sztuk pod dywan :)),kolega mnie poznał, wydał hasełko że luzik, znamy się, potem ogólna radocha ze spotkania i beka z kolesia od worka pod dywanem, zapomniałem się, usiadłem z nimi, spust do ust i ...... obraz forum a zwłaszcza mojego wczorajszego posta z radami dla testeros, potem myśli "co ty robisz baranie" a potem już szybko poszło, ręka w kieszeń, za telefon, (mam własną firmę) "tak szefie, oczywiście szefie, już jadę szefie", sory all, praca wzywa, zdzwonimy się jeszcze kiedyś, do samochodu, stacja paliw, mineralna i do domu z myślą jak najdalej stąd, do koleżki który dzwonił rano w sprawie gecika. Ja karmi on leszka :)

Zły byłem na siebie, bo mimowolnie nawdychałem sie trochę tego gówna, z powietrza, nie dużo, ale jednak, można powiedzieć że w skali 1 do 10 ja byłem na 2, szkoda mi kolegi bo on nie palił, co jak i dlaczego, nie wiem, może kasa, brak zajęcia, cholera wie, za słaby jestem jeszcze żeby mu pomóc. Kolejny skreślony, jak tak dalej pójdzie to zostanie mi dziewczyna (zadowolona zresztą że udało mi się dziś "uciec"), praca i to forum.

Lekki dołek :\

Pozdrawiam

benio - 10-01-2008

aaa bym zapomniał,

dziękuję Lelula, miło mi czytać ciepłe słowa, :) mam również do ciebie prośbę, wiem że po słowach "kwasik ale słabiutki" czułaś się jak "zdradzona" i że czarka sie przelała ale uważaj ze "zdejmowaniem obrączki" to naprawde "mocne" zachowanie i może czasami przynieść skutek odwrotny do zamierzonego, tak było ze mną, była dziewczyna do mnie "że jak nie..." a na mnie te słowa działały jak płachta na byka, kipiałem, i awantura gotowa. Z drugiej strony Wy już jesteście małżeństwem a to "liga wyżej" i postawienie "warunku" poskutkowało (mądry facet), nie mniej jednak, Proszę uważaj.

Topek, ja się nie puszczam jak widzę ty też nie ;)
hehe, dziękować, dziękować ;)

Lelula - 10-01-2008

Benio, na wstępie gratuluję!! Nie znamy się, ale poczułam coś w rodzaju dumy, że spylczyłeś z tego pachnacego mieszkanka- oby tak dalej ;))

Co do mnie- masz rację. Pojechałam po bandzie z obraczką, ale moja bezsilność osiągnęła już zenit. Wiesz, Tomo ćpał dożylnie i to ostro. Ja do tej pory nie mogę i nie potrafie rozmawiać z nim na temat jego przeszłości, bo wiem, że serce by mi pękło. Mam przed oczami jakiś taki urojony obraz narkomana- brudnego, gdzieś na dworcu- moze to błąd tak myśleć- ale jak sobie wyobraże mojego Tomo- ciepłego, czułego, który tylko sobie znanymi sposobami potrafi rozśmieszyć mnie do łez, z którym gada się luźno do 4 rano a o 5 wstaje do pracy i zmęczenie nie ciąży- ale gdy pomyślę, ze on był na samym dnie, jak wyobraże sobie te przelotne związeczki, dupeczki i kolorowy świat...jest to dla mnie nie do udźwigniecia...
moze kiedyś to zrozumiem, jak przerobie to w sobie. Teraz nie mam na to sił

wiesz, ja jakimś tylko sobie znanym przeczuciem wiedziałam, że brak obrączki na moim palcu to bedzie widok, ktory go poruszy. I tak sie stało. Wiedziałam, ze ryzykuję, ale postawiłam wszystko na jedną kartę- opłaciło się

Tak teraz jak o tym myślę i po przeczytaniu Twojego posta- jak on by nie podjął właśnie takiej decyzji...hehe ciekawe co bym zrobiła- mała blondyneczka w jeansach, jednej skarpetce i górze od piżamy- bo tylko tyle zdążyłam na siebie nałożyć, zanim udało się mu mnie powstrzymać przed wyjściem...:)
Wtedy dopiero byłaby meta...;))

a tak na marginesie- małżeństwem będziemy dopiero 14,11,2009 roku. Z racji wykonywanej pracy to mój pierwszy wolny termin na ślub. Ale już czekamy na ten dzień niecierpliwie.

Kto wie, może w ten dzień się poznamy...Miodzio jeszcze o tym nie wie, ale jedno z pierwszych zaproszeń poleci do niego:) Bo mam nieprzepartą pewność, że gdyby nie on, nas już niedługo by nie było :(

Trzymaj się Benio, trzymam kciuki i dzieki za rady :)

papa

benio - 12-01-2008

haha hura wytrzymałem bez pomocy panny, z pomocą znajomych troszeczkę, tak czy siak troszkę zaczyna mi się robić z górki :)

Pozdrawiam

benio - 14-01-2008

Witam

Coś skrobnąć muszę, tyle że nie wiem co za bardzo :) hmmm supełek z żołądka znikł, shiz też nie mam, "ciśnienie" hmm małe, od czasu do czasu, pykło 14 dni :) więc można powiedzieć że jakiś początek już jest,

z ciekawostek - znajomy ma dom stojący prawię centralnie na przeciwko zakrętu 90 stopni

(dom stoi około 5 - 7 metrów od zakrętu, patrząc z prawego pasa na wprost - trafimy prosto w garaż nad którym jest kuchnia i dalej w prawo już reszta domu, po lewej od garażu mamy 3 metry trawnika i płot sąsiada)

trasa tranzytowa, kilkanaście razy w roku na jego płocie coś "parkuje" a to osobóweczka, a to jakiś busik, zdarzają się również tiry, wszyscy "zawodowcy" ;) jak do tej pory wjeżdżali na płot bądź maksymalnie metr, dwa, za, dziś jednak trafili się MISTRZOWIE !!! litewskiej lawety :), pisze mistrzowie bo jest ich dwuch,

Mistrz nr 1 odbił lekko w lewo, zabrał ze sobą dwa klinkierowe słupki i przęsło, następnie skasował około 20 metrów płotu sąsiada, i ostatecznie zatrzymał sie na jabłonce która stoi 3 mery !!! za domem znajomego, wjechał cały na podwórko tak że z ulicy go nie widać, koniec lawety jest na połowie domu a przypominam że to skład tir który ma ponad 18 metrów !!!

Mistrz nr 2, poszedł centralnie prosto (pewnie widział co odwali kolega i nie chciał w niego uderzyć) zawinął kolejne dwa słupki i przęsło, elektryczny słup rozdzielający (taki słup na trzech nogach) po czym zaparkował centralnie przed garażem :) od domu w tej chwili (bo właśnie stamtąd wracam) dzieli go 30 cm !!!

Pozdrawiam :)

miodzio - 14-01-2008
Temat postu: noc/dzien
Benio - ciekawa historia, ale czy Ty nie zamieniasz nocy w dzien? jak patrze na godzine Twojego wpisu, to mam obawy, ze zarywasz nocki przy kompie - jesli tak jest, to kontroluj to - higiena zycia jest wazna przy odbijaniu ze starych schematow (dbanie o regularny sen, posilki itd.) - no chyba, ze ty pracujesz na nocnej zmianie?
benio - 15-01-2008

Powiem szczerze, że faktycznie mam troszkę problemów ze snem, wczoraj dla przykładu zasnąłem koło 22 a obudziłem się dziś o 4 rano, i już spać nie poszedłem, 7 do pracy, posiedziałem do 12 (dziś luźny dzień + dobre wiadomości od prawnika :]) do domu, włączyłem telewizorek i jakoś tak mi sie chrapnęło do 16 :) i dziś pewnie nie zasnę wcześniej jak o 2 - 3 rano i pewnie obudzę między 10 a 12, zasadniczo to wygląda tak: jak zasnę o "normalnej" porze to budzę sie w nocy lub bardzo wczesnym rankiem z kolei jak zasypiam koło 2-3 to śpię do południa, jestem uzależniony od telewizora, jak nie "mryga" to nie zasnę lub będę się kręcił ze dwie godziny zanim mnie zmorzy, co do posiłków to jadam tylko w momencie, kiedy poczuję głód, czyli praktycznie raz dziennie, a raczej wieczorem, taka obiadokolacja, zwykle, koło 18, jeśli chodzi o kompa to odkąd nie pale to siadam do niego na max 2h, nawet wiedźmin czeka z ostatnim poziomem na dokończenie, jakoś teraz mi sie nie chce, wolę iść do znajomych albo do pabu na bilard albo po prostu kojo i tv.
Wydaje mi się że problemy związane ze snem i posiłkami wynikają ze stresu, odkąd pamiętam u mnie jest albo "dobrze" albo "źle" nie ma nic pośrodku, ostatnio pracownik wykonał raport na kilka stron i nie podliczył jednej kolumny, spokojnie wytłumaczyłem mu że raport to śmieć i kazałem poprawić

(ale wewnątrz kipiałem, dosłownie miałem ochotę rzucić się na gościa z łapami i go udusić, a to tylko 1 kolumna, chociaż NIE to AŻ 1 kolumna, nienawidzę zwalniać ludzi, jest to dla mnie dosłownie traumatyczne przeżycie, od razu stawiam się na jego miejscu i odczuwam jakby z nim negatywne doznania związane ze zwolnieniem, dlatego zawszę staram sie "zmotywować i/lub wycisnąć " z pracownika a mam ich ponad 90, to co jest potrzebne firmie, nie każdy daje radę a ja mimo to cisnę i robi się błędne koło, a skutek jest taki że, wybucham kilka razy do roku, bo ktoś nie zrobił czegoś, co ja tłumaczyłem przez ostatnie dwa miesiące, oczywiście nigdy nikogo nie uderzyłem aczkolwiek epitety i/lub latające papiery a nawet raz laptop się już zdarzyły, potem siadam gdzieś w koncie tak żeby nikt mnie nie widział i ryczę jak głupi, płacz szybko mnie "odstresowuje", 20 min, zbieram sie do kupy, przemyje twarz i idę przepraszać za swoje zachowanie tych którym się dostało)

inna sprawą jest że akurat po tym pracowniku trzeba sprawdzać bo zawsze jakiś ptaszek mu wyskoczy, nie mniej jest on cennym nabytkiem dla firmy, po prostu papierologia jest jego słabą stroną.
Staram się żeby ludzie mnie szanowali, zarabiali godziwe pieniądze, żeby zależało im na firmie, żeby pozbyli się prl-owskich nawyków, żeby 12 lat ciężkiej pracy dzień w dzień mamy i babci, bez urlopu czy jakiegokolwiek wyjazdu rekreacyjnego a w końcu ich śmierć nie poszły na marne, i żebym nie zawiódł, ehh mam 26 lat i kryzys wieku średniego :) kończę bo się rozpisałem i nie na temat jeszcze, ale jakoś tak mi lepiej :), komentarze do postu mile widziane, może ja jakiś "inny" jestem.

Nie pale :)



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group